Strona główna > Tenis > Australia calling!

Australia calling!

Podczas trwania turniejów w Chennai, Doha, Brisbane, Auckland czy Sydney, praktycznie wszyscy fani tenisa z dużym zniecierpliwieniem odliczają dni do Australian Open. Losowanie drabinek eliminacji to moment, kiedy serca sympatyków białego sportu po raz pierwszy biją w nieco szybszym tempie.

 

Od pierwszych rund kwalifikacyjnych swoją przygodę z Australian Open zaczyna Marta Domachowska, ale czy uda jej się awansować do turnieju głównego? Zapewne Marta chciałaby nawiązać do występu z 2008 roku, kiedy to dotarła aż do 1/8 finału AO, jednak nawet najwięksi optymiści nie wyobrażają sobie takiego scenariusza… Sam awans Domachowskiej do turnieju głównego należałoby rozpatrywać w kategorii niespodzianki. Jednak nie zajmujmy się dłużej rozgrywkami kobiecymi. Naszą uwagę przykuwają bardziej kwalifikacji mężczyzn, a na rozgrywki kobiece na tym etapie turnieju rzucamy tylko jednym okiem…

 

Co zatem słychać w turnieju męskim? Pierwszy dzień eliminacji przerwany był co prawda przez deszcz, a te spotkanie które udało się dokończyć rozgrywano w niezwykle trudnych warunkach (silny wiatr, olbrzymia wilgotność powietrza, upał), ale mimo wszystko na kortach w Melbourne sporo się działo. Na początek musimy wspomnieć o niezwykłym wyczynie Serba Dusana Lajovica, który pomimo prowadzenia 5-0 40-0 (!) w trzecim secie, musiał uznać wyższość Włocha Matteo Violi. Spotkanie to zakończyło się 6-2 6-7 8-6 dla zawodnika z półwyspu Apenińskiego. Po kilkumiesięcznej przerwie na korty wrócił Piotrek Łuczak, który w dwóch setach uporał się z Meffertem. Warto dodać, że dla Australijczyka z polskimi korzeniami, występ na Melbourne Park ma być pożegnaniem z tenisową karuzelą. Pierwszą rundę kwalifikacji z dużym trudem przeszedł utalentowany Vasek Pospisil, reprezentant Kanady, którego za burtę AO o mały włos nie wyrzucił John Millman. Nie ukrywamy, że chcielibyśmy zobaczyć Pospisila w pierwszej rundzie. Warto także odnotować porażkę ulubieńca gospodarzy Chrisa Guccione, który przegrał obydwa tie-breaki w spotkaniu z Rainerem Schuettlerem. A co nas czek a w kolejnych rundach? W drugiej rundzie najciekawsze wydają się mecze Bedene-Lacko i Ball-Pospisil. Oczywiście należy pamiętać, że nie skończono jeszcze wszystkich spotkań pierwszej rundy eliminacji. A kwalifikacje to dopiero przystawka przed turniejem głównym. Ale jakże smakowita jest ta przystawka…

 

A czego możemy spodziewać się po pierwszej lewie Wielkiego Szlema? Na pewno wielu pasjonujących spotkań i licznych niespodzianek. A może znowu doczekamy się kapitalnego występu jakiegoś czarnego konia, który nawiązałby do niedawnych sukcesów Baghdatisa, Gonzaleza czy Tsongi? Na pewno byłoby to coś, co ucieszyłoby chyba wszystkich fanów tenisa… Bo ile można razy można oglądać finały z udziałem top3 (Murray’a mimo wszystko nie liczymy, ponieważ Szkot legitymuje się jednym z najgorszym bilansów w wielkoszlemowych finałach w historii tenisa: w trzech występach, Andy nie ugrał nawet seta….)? Jednak tego dowiemy się dopiero za nieco ponad dwa tygodnie… A czego możemy być pewni ze 100% pewnością? Wielu nieprzespanych nocy, które od zawsze kojarzą nam się z australijskim turniejem… Tak więc powoli zapatrujemy się w duże ilości dobrej kawy i odliczamy godziny do pierwszej piłki turnieju głównego…

Kategorie:Tenis Tagi: , ,
  1. Styczeń 14, 2012 o 12:19 pm | #1

    Ja uważam, że jak grają kobiety to też jest na co popatrzeć ;P

  1. No trackbacks yet.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.